Kalendarium 2010

Warto zobaczyć

Bez przykurczenia



Rozmowa z Bartoszem Szydłowskim, dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu „Boska Komedia”.

Karnet: „Boska Komedia”? Nazwa festiwalu nawiązuje bezpośrednio do utworu Dantego...


Bartosz Szydłowski: To wielka księga o świecie i człowieku w nim zagubionym, próbującym odnaleźć swoją drogę – metafora wędrówki duchowej, inicjacji w pełnię człowieczeństwa. Czego chcieć więcej? Niech to niezwykłe dzieło wyznacza horyzont naszych programowych ambicji.

– Prócz polskiej sceny, widzowie będą mieli okazję poznania teatru spoza „naszego” –europejskiego – kręgu kulturowego. Jaka jest zatem idea festiwalu?

– Tak duży festiwal porusza się w pewnych ramach. Idea jest niemal taka sama jaka przyświecała Dantemu. Opowiedzieć historię człowieka. Przeprowadzić nas przez jego wzloty i upadki. Dostrzec w nim siłę i moc sprawczą. Im szersza scena tej opowieści tym lepiej. W dzisiejszych czasach trzeba zadbać o głos spoza Europy, dostrzec niezwykłe bogactwo myśli i odczuć na innych kontynentach. Przez lata eurocentryczni, musimy dostrzec, że wiele o nas samych możemy dowiedzieć się z zamorskich opowieści. Dlatego w programie znalazły się spektakle z Iranu, Indii, Kolumbii i Południowej Afryki. Jest jeszcze jedna część festiwalu – to konkurs na najlepsze polskie przedstawienie. Tutaj niespodzianka, jurorami są dyrektorzy największych światowych festiwali. Po raz pierwszy w Polsce dojdzie do takiej „konfrontacji”.

– Gościem specjalnym ma być współczesny filozof Jean-Luc Marion. Dlaczego wybór padł właśnie na niego?

– Wybór padł na jeszcze 10 innych nazwisk, ale w związku z ogólnym kryzysem musieliśmy redukować program w ostatniej chwili. Wiele osób gotowych jest przyjechać w przyszłym roku. Spotkanie wybitnych umysłów to szansa na mądrą debatę o współczesnej sytuacji człowieka, to szansa na powracanie do podstawowych pytań o nasze sensy. Myśl Mariona krąży wokół metafizyki i spraw boskich. Ten wykład to kontrapunkt do całego tego zagłuszającego zgiełku, który nas otacza.

– Spektakle będą prezentowane nie tylko na deskach teatrów, ale także w klubach czy studio telewizyjnym. Różne miejsca – różni odbiorcy. Do kogo właściwie kierowany jest festiwal?

– Z pewnością nie jest tylko dla teatromanów. Ten festiwal ma również przyciągnąć do teatru, ludzi ciekawych odległych  kultur, innych od naszej tradycji. Ponadto po prostu będzie to  wielkie święto dla wszystkich, którzy teatr tworzą i kochają, wierzą w jego magię. Zależy mi na tym, aby widzowie poczuli się trochę jak teatralni kibice. Chciałbym, aby zawrzało, aby nasi goście poczuli, że życie teatralne tętni w Krakowie i po stronie sceny, i po stronie widowni. Jestem pewny, że przez tych kilka grudniowych dni, to właśnie teatr narzuci styl życia w naszym mieście. A od nowego roku na całym świecie powtarzać będą wszyscy stare przysłowie: „wszystkie teatralne drogi prowadzą do... Krakowa”

– W Krakowie odbywają się liczne przeglądy i festiwale, przede wszystkim mamy szkołę teatralną i prężnie działające teatry. Mimo tego, Kraków zdaje się pozostawać na uboczu mainstreamu. Czy „Boska Komedia” ma to zmienić?

– Ci, którzy tak mówią, czytają za dużo plotkarskiej prasy. Mainstream dzisiaj to telenowele i taniec na lodzie. Kraków miał czas, kiedy aspirował do tej rywalizacji robiąc piknikowe i hucpiarskie imprezy dla wielbicieli grilla i pierogów. Jeśli chodzi o teatr, to po prostu brakowało w mieście wydarzenia o rozmachu światowym, bez tego przykurczenia antykwarycznego i kompleksu prowincji. Zaczyna się dziać – więc przestańmy się zastanawiać kto przed, a kto za nami. Róbmy swoje!
Rozmawiała Barbara Błońska
 
Karnet 12/2008
 

Redakcja:
ul. Józefa 7; 31-056 Kraków
tel. 12 429 51 50
karnet@karnet.krakow.pl
pn.-pt. 8.30-16.30

Znajdziesz nas także na: