Wyszukiwarka
Kalendarium 2010
Wytrącić z rutyny – ArtBoom 2009
Rozmowa z Małgorzatą Gołębiewską, dyrektorem artystycznym Festiwalu Sztuk Wizualnych ArtBoom, i Marcinem S. Gołębiewskim, szefem projektu
Jak narodził się pomysł zorganizowania nowego Festiwalu Sztuk Wizualnych?
Małgorzata Gołębiewska: – Byliśmy kuratorami polskiej selekcji artystów w Paryżu na Biennale dla młodych talentów. Żeby obrazy kilkudziesięciu czy setki artystów podróżowały po Europie, organizatorzy poszukiwali miast partnerskich, które mogłyby się tego podjąć. Rozmawialiśmy o tym z pełnomocnikiem prezydenta Krakowa ds. kultury. Filip Berkowicz stwierdził wtedy, że choć dobrze jest przeszczepiać wzorce sprawdzone, coś, co działa od lat, to może tym razem warto stworzyć coś własnego. Kraków jest miastem festiwali: program 6 zmysłów już wtedy działał, oczekiwano spektakularnego wydarzenia w dziedzinie sztuk plastycznych. I to był impuls do działania. Tak narodził się właśnie ArtBoom jako eksplozja sztuki współczesnej i aktualnej w przestrzeni publicznej. Na całym świecie można odnotować wydarzenia typu site-specific, czyli specjalnie przykrojone do miasta, miejsca, okolicy czy rzeczywistości, w której mają zaistnieć. Były one dla nas inspirujące. W różnych miejscach sztuka interwencyjna pojawia się, koresponduje, prowokuje, nie zawsze łatwo i bezboleśnie istnieje w tkance miejskiej.
Według jakich kryteriów wybierali Państwo artystów zaproszonych do współtworzenia tej nowej, artystycznej tkanki Krakowa?
Marcin S. Gołębiewski: – Zwróciliśmy się do wielu artystów i możemy śmiało powiedzieć, że przygotowaliśmy program na trzy-cztery lata z góry. Udało nam się pozyskać świetnych twórców na pierwszą edycję – ich terminarze artystyczne są tak wypełnione, że ich zgodę odbieramy jako ogromny kredyt zaufania.
Małgorzata Gołębiewska: – To jest niezwykle trudne, gdyż nie chodzi o wypożyczenie wystaw, nie są to ich gotowe prace; to w większości koncepcje zupełnie nowe albo takie, które artyści przechowywali, czekając na sposobność ich realizacji. A to wymaga projektu, wizyt studyjnych, szkicu, modyfikacji, wzięcia pod uwagę ograniczeń miasta, możliwości uzyskania zezwoleń – wchodzą zatem w grę plany B i C. Dużo większy wysiłek mentalny i logistyczny niż w przypadku ścian, sal czy stałych warunków. Tutaj artyści muszą brać pod uwagę bardzo wiele czynników, od atmosferycznych po konfrontację z publicznością. Nie umawiamy się w towarzystwie wzajemnej adoracji, wśród ludzi światowych, wyrobionych krytyków – mamy za to publiczność, która może zadać najbardziej trywialne pytania: czy to aby jest sztuka? Po co to w mieście? I to także staje się platformą dyskusji.
Którego z artystów poleciliby Państwo szczególnej uwadze publiczności?
Marcin S. Gołębiewski: – Wiele tygodni spędziliśmy nad doborem artystów i szczerze możemy powiedzieć, że rekomendujemy wszystkie nazwiska.
Małgorzata Gołębiewska: – Różni je może deklaracja artystyczna czy dorobek. Wymieńmy dwoje Szwajcarów: Romana Signera i Pipilotti Rist – to są światowe nazwiska. Signer ma 70 lat i robił już setki realizacji. Rist ciągle poszukuje nowych środków wyrazu. Mirosław Bałka, artysta zaproszony przez Tate Modern do realizacji projektu w Hali Turbin, mógł odmówić udziału w nowym projekcie, zgodził się jednak przyjechać do Krakowa i tworzy spektakularne dzieło „AUSCHWITZWIELICZKA” – 35-tonowy betonowy korytarz, który ma szansę pozostać w mieście na stałe.
Marcin S. Gołębiewski: – Paweł Althamer specjalnie dla nas zrezygnował z kilku wizyt w światowych muzeach i będzie u nas wcześniej, już 26 maja, by osobiście przygotować swój projekt.
Małgorzata Gołębiewska: – Przyjedzie Joanna Rajkowska, która stworzy projekt Wodnik. Grupa Twożywo jest bardzo znana ze swoich murali, Brad Downey czy Zevs pokażą projekty, które są pewnego rodzaju interwencjami, wytrącającymi nas z rutyny postrzegania. Te nazwiska wiele mówią. Staraliśmy się, żeby to byli artyści różnorodni i o różnym dorobku, w tym młodzi – jak Norman Leto czy Clemens von Wedemeyer.
Marcin S. Gołębiewski: – Zasadą naszego działania zawsze była promocja młodych i jeśli kiedykolwiek mieliśmy taką możliwość, to staraliśmy się zestawiać „starych” – znanych i cenionych – z młodszymi, żeby dać im możliwość wspólnego wystąpienia i interakcji. Takie zderzenie bardzo wiele daje i myślę, że obie strony dużo z tego czerpią.
Do czego chcieliby Państwo zachęcić zarówno artystów, jak i publiczność?
Małgorzata Gołębiewska: – Bardzo chcemy pewnego fermentu, żeby kolejne edycje festiwalu prowadziły nas dalej, tworzyły dobrą atmosferę wokół powstania muzeum sztuki nowoczesnej w Krakowie, także poprzez konferencje i panele dyskusyjne. Chodzi o progres – nie tylko pokazujemy i sankcjonujemy, namaszczamy, tylko wraz z dyskusją idziemy do przodu. Chcemy, żeby światowi artyści w swoich katalogach umieszczali dokumentację swoich poczynań realizowanych w Krakowie, w takim a takim kontekście, na takim i takim placu.
Marcin S. Gołębiewski: – Przyjeżdża do Krakowa coraz większa grupa wyrafinowanych turystów, chcących mieć kontakt ze sztuką – w tym sztuką współczesną. Dzięki takiemu wydarzeniu będą chcieli znowu odwiedzić miasto. Pamiętajmy, że festiwal to także miejsce spotkania osób o podobnych zainteresowaniach.
Na koniec chciałbym dodać, że ogromne wsparcie uzyskaliśmy od Filipa Berkowicza, pełnomocnika prezydenta Krakowa ds. kultury. Gdyby nie on i gdyby nie Magdalena Sroka, dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego, gdyby nie ich świeżość i otwartość na sztukę bez zadawania pytań, co to? i dlaczego?, byłoby ciężko. Dostaliśmy od nich wielki kredyt zaufania.
Rozmawiała Barbara Fijał






Kalendarium roczne


